Długo mnie tu nie było. Szczerze przyznam, że stęskniłam się. Odkurzyłam już aparat i segregator z autografami, więc możemy kontynuować. Mam trochę nowości, ale niestety nie jest ich zbyt dużo. Poczta w moim mieście już od dość długiego czasu nie posiada kuponów IRC, w skutek czego kilka listów nadal leży na półce, niektóre pewnie się już "przedawniły". Teraz jednak nie jest to ważne, przynajmniej w dzisiejszej notce (nieco obszerniejszej niż zwykle).
Jak zapewne wiecie, Morgi postanowił przyjechać do Polski w celu promowania swej książki "Walka o każdy metr". Spotkania zostały zorganizowane w dwóch miastach- Warszawie i Zakopanem. Ja miałam szczęście być na pierwszym z nich.
W Empiku wraz z grupką znajomych stawiłyśmy się około pół godziny przed wyznaczonym czasem. Ludzi jak mrówek, stojących i oczekujących na przybycie skoczka nawet w dużej odległości od sceny. Znalazłyśmy dosyć dobre miejsce w okolicach podestu i czekałyśmy. Austriak spóźniał się, co powodowało wzrost podekscytowania, które i tak było już na wysokim poziomie.
Sam Thomas nie nagadał się, a tym bardziej jego tłumacz. Z tego co słyszałam od komentarzy dziewczyn, które były bardziej oswojone z językiem niemieckim niż ja, mówiły że ciekawie odpowiadał na pytania. Szkoda, że było nam dane usłyszeć tylko spolszczoną wersję demo.
Moja dobra znajoma bardzo liczyła na zdjęcie ze swoim ulubionym skoczkiem. Nie pogardziłaby chociażby szybkim selfie, na którym Morgi nie patrzył by się w obiektyw. Niestety na drodze do osiągnięcia swojego celu stanął pewien pan. Niezbyt miły pan, co tu się oszukiwać. Może w jej telefonie ujrzał samego Pana Ciemności i to właśnie dlatego zwrócił się do niej słowami "schowaj to, schowaj to bo cię wygonię"? Może wziął na swoje barki odpowiedzialność za wszystkich tam zgromadzonych przed zbrodniczą siłą Szatana? Kto wie?

Ktoś z zewnątrz pewnie wziąłby mnie za osobę nie do końca zdrową na umyśle- ciągle szczerzyłam się, a jeszcze bardziej po usłyszeniu "hello" z ust sportowca, śmiałam się sama do siebie nie wierząc w to, co się działo, przebierałam nogami w miejscu mówiąc "już tak blisko! Już zaraz!", a po sprawie nie jedna łza szczęścia spłynęła po moim policzku. Powiem Wam jednak, że niczego nie żałuję. Cudowne uczucie spotkać osobę, którą podziwialiście przez tyle lat, a którą mieliście szansę zobaczyć jedynie na ekranie telewizora czy komputera. Te całe "marzenia" jednak się spełniają, tylko trzeba im w tym trochę pomóc :)
Do krótkiej biografii sportowej Morgiego odsyłam do
mojego wcześniejszego wpisu. Oprócz tego znajdziecie tam również starszą kartę z autografem, adres, na który pisałam by go zdobyć oraz informacje dotyczące chociażby czasu oczekiwania na list powrotny.
Był ktoś z Was na spotkaniu? Jak wrażenia? Piszcie, chętnie poczytam :)
AKTUALIZACJE